Miami odwiedziliśmy przy okazji rejsu wycieczkowcem po Karaibach. Jeśli planujecie podobnie, to naprawdę warto przylecieć tu tydzień wcześniej. No bo umówmy się — lecieć przez pół świata tylko po to, żeby zobaczyć trasę lotnisko–port? Trochę szkoda nie wykorzystać okazji. Oczywiście trzeba się liczyć z większym budżetem, bo Miami tanie nie jest.
Co warto zobaczyć i gdzie pojechać? Atrakcje i praktyczne wskazówki? Zapraszamy dalej 🙂
Noclegi w Miami – gdzie się zatrzymać? Miami Beach czy Downtown?
Jeśli zastanawiacie się, gdzie spać w Miami, to wybór jest… ogromny. Naprawdę. Apartamenty, hotele, kondominia – w każdej możliwej konfiguracji i w każdym możliwym przedziale cenowym (choć te „tańsze” w Miami to pojęcie mocno względne). Większość turystów naturalnie kieruje się w stronę Miami Beach. No bo wiadomo – kultowa dzielnica, pastelowe hotele, palmy, życie nocne i ten cały klimat „trochę luksusowo, trochę Instagramowo” 😉
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden szczegół…
Naszym zdaniem Miami Beach jest… fatalnie skomunikowane ze stałym lądem. Transport publiczny to w zasadzie autobusy, które – jak można się domyślić – stoją w tych samych korkach co Ubery i taksówki. A mosty łączące wyspę z resztą miasta w godzinach szczytu potrafią zmarnować sporo czasu.
Jeśli więc planujecie transfer na lotnisko albo do portu, to zdecydowanie warto dorzucić sobie solidny zapas czasu.
Taki „na wszelki wypadek, bo Miami”. 😉
Downtown Miami i nasz wybór: blisko, wygodnie i bez stresu
My jak zwykle podeszliśmy do tematu strategicznie 😏 Postawiliśmy na The Elser Hotel Miami, który znajduje się praktycznie przy samym wjeździe do portu, w dzielnicy Downtown Miami. I to był strzał w dziesiątkę. Lokalizacja jest naprawdę wygodna – wszystko, co najważniejsze, mieliśmy pod ręką, a przy okazji omijaliśmy większość komunikacyjnych problemów Miami Beach. Dodatkowy plus: tuż obok są dwie stacje darmowej kolejki miejskiej Metromover. Można nią na przykład dojechać do stacji Government Center, skąd już bezpośrednio łapiecie metro na lotnisko. Bez kombinowania, bez stania w korkach, bez nerwowego zerkania na zegarek.
PRO TIP
Jeśli lecicie dalej lub wsiadacie na statek, rozważcie nocleg w Downtown zamiast Miami Beach. Klimat może trochę mniej „pocztówkowy”, ale logistyka – nieporównywalnie lepsza.

Apartament zamiast pokoju – to robi różnicę
Jeśli chodzi o sam hotel, to warto wiedzieć jedną rzecz: to nie jest taki „klasyczny hotelowy pokój”. Tu każdy pokój to w praktyce pełnoprawny apartament – i to czuć od razu po wejściu.
Mamy tu:
– kuchnię z piekarnikiem, mikrofalą i zmywarką
– dużą lodówkę (taką już „amerykańską”, z kostkarką do lodu — wiadomo 😄)
– pralkę i suszarkę
– żelazko, sejf
– balkon, który robi robotę, zwłaszcza wieczorem
Do tego duże, wygodne łóżko i kącik wypoczynkowy z TV, więc spokojnie można tu nie tylko spać, ale też chwilę „pożyć”, jeśli zostajecie dłużej. Krótko mówiąc: wszystko, co trzeba, żeby nie czuć się jak w typowym hotelu.
Obsługa jest bardzo miła i pomocna, a pokoje sprzątane są co 2 dni – ani często, ani rzadko. Spotkaliśmy się po raz pierwszy z takim systemem, ale bardzo nam pasował. Pod hotelem jest też parking – kosztuje 50$ za dobę, więc… no, Miami. 😏
Ale jeśli macie chwilę i trochę cierpliwości, to w okolicy da się znaleźć sporo tańsze opcje.
PRO TIP
Rezerwowaliśmy hotel na styczeń już we wrześniu i za 7 nocy zapłaciliśmy 8260 zł.
Dla porównania – w grudniu ten sam apartament kosztował już około 11 300 zł za tydzień.
Styczeń to wysoki sezon (idealny moment na rejsy po Karaibach), więc jeśli planujecie wyjazd w tym okresie, naprawdę warto rezerwować noclegi z dużym wyprzedzeniem.



Praktyczne Info:
– ceny noclegów w Downtown potrafią być porównywalne do Miami Beach (czyli nadal wysokie 😉)
– apartamenty typu Studio to nie są zwykłe pokoje hotelowe
– parking pod hotelem: ok. 50$ / doba
– w pobliżu dostępne tańsze parkingi (warto sprawdzić wcześniej)
Komunikacja w Miami – jak się poruszać po mieście
Komunikacja w Miami nie jest taka oczywista. Na mapie wszystko wygląda całkiem sensownie – metro, autobusy, kolejka miejska… niby jest w czym wybierać. W praktyce szybko okazuje się, że to miasto nie zostało stworzone z myślą o wygodnym poruszaniu się komunikacją publiczną. Część atrakcji jest od siebie oddalona, nie wszędzie dojedziecie metrem, a do tego dochodzą mosty i korki, które potrafią skutecznie wydłużyć każdy przejazd.
Da się to ogarnąć, ale warto wiedzieć wcześniej, czego się spodziewać.
Poniżej rozbijamy to na konkretne opcje i nasze doświadczenia 👇
Metromover
Metromover to taka trochę „kolejka widokowa”, a trochę normalny środek transportu.
Darmowa, naziemna (a właściwie nadziemna) z trzema liniami, która kręci się po Downtown Miami i łączy północną część dzielnicy z południową. Brzmi dobrze – i w sumie tak jest… ale tylko do pewnego momentu.
Z perspektywy turysty jej największa zaleta to jedno bardzo konkretne zastosowanie:
👉 dojazd do stacji Government Center, skąd łapiecie metro (linia ORG) prosto na lotnisko.
Poza tym? No cóż… nie jest to środek transportu, który nagle rozwiąże wszystkie Wasze logistyczne problemy w Miami.
To raczej taki dodatek – działa, jest darmowy, można się przejechać (zwłaszcza pierwszy raz, bo widoki są całkiem fajne), ale raczej nie będzie Waszym głównym sposobem poruszania się po mieście.
PRO TIP
Jeśli nocujecie w Downtown, Metromover to najprostszy i najszybszy sposób, żeby dostać się na stację metra Government Center (ORG) na lotnisko – bez Ubera, bez korków i bez kombinowania.



Metro — niby jest, ale…
Z metrem w Miami jest trochę podobnie jak z Metromoverem — dobrze, że jest… ale niekoniecznie tam, gdzie by się przydało. Z perspektywy turysty to w praktyce najwygodniejsza opcja na dojazd z i na lotnisko. I tutaj działa naprawdę sprawnie.
Ale jeśli planujecie zwiedzać nim miasto, to szybko może się pojawić lekkie rozczarowanie.
Są tylko dwie linie, podobnie jak w Warszawie 😏 Obydwie, zielona i pomarańczowa, na większości trasy się pokrywają, więc wybór nie jest szczególnie skomplikowany.
Za przejazd płaci się zbliżeniowo kartą lub telefonem przy bramkach wejściowych. Koszt jednorazowego przejazdu, 2,25$.
UWAGA! TO WARTO WIEDZIEĆ!
Z Miami do Miami Beach nie dojedziecie żadnym pociągiem ani metrem. Jedyne połączenie to autobusy, Uber i Taxi. A że jedyna droga prowadzi przez mosty, to w godzinach szczytu możecie dorzucić do planu klasyczne „stoimy i patrzymy w wodę”. 🤷♂️



Autobusy – czasami jedyna opcja
Autobusy jak to autobusy, jeżdżą wszędzie 🙂 Rozkład jest mocno elastyczny oczywiście ze względu na korki. Nie jest to najszybszy sposób komunikacji, ale w niektórych wypadkach jedyny. Jak już było wspominane, do Miami Beach dojedziecie tylko autobusem. Google Maps naprawdę dobrze ogarnia temat i spokojnie możecie na nim polegać przy planowaniu trasy.
Jeśli macie ochotę na shopping w outlecie, to polecamy Dolphin Mall gdzie dojedziecie z Downtown w około 50 min. Takie marki jak Timberland, Tommy Hilfiger, Columbus czy Skechers kupicie przynajmniej 50% taniej niż w Europie. I mamy wrażenie (subiektywne, ale jednak), że jakość jest lepsza niż to, co trafia do europejskiej dystrybucji.
Wynajem samochodu z Discovercars.com
Będąc w Miami, warto pojechać przynajmniej w trzy miejsca: Park Aligatorów Everglades, Kennedy Space Center NASA na przylądku Canaveral oraz przejechać słynnym Florida Keys do Key West. Te miejsca opiszemy w oddzielnych wpisach, bo są warte rozszerzenia 😏
A jeśli już jechać, to tylko samochodem 😉 Warto przejechać się po tych 8 pasmowych autostradach znanych z filmów. Szczególnie Florida Keys zapewnia nieocenione atrakcje wizualne oraz wiele miejsc gdzie warto się zatrzymać.
Od jakiegoś czasu samochody wypożyczamy w Discovercars.com, jeśli tylko w danym miejscu jest taka możliwość. Aplikacja jest bardzo intuicyjna, ma więcej filtrów i informacji dostępnych na wierzchu, niż konkurencyjne marki. Ceny były nawet 15% niższe w opcji bez pełnego ubezpieczenia (ale tego nie polecamy) oraz nieco niższe z pełnym pakietem. W Miami natomiast jedna rzecz była niedostępna w innych wyszukiwarkach… Mustang Cabrio 😈😏
Uwierzcie, jazda z otwartym dachem po Florida Keys… WOOOW!!! 😉
Bardzo pozytywnie zaskoczyło nas jeszcze jedno… przy wykupie pełnego ubezpieczenia w Discovercars.com, wypożyczalnia Alamo nie zablokowała nam na karcie żadnej kaucji. Jedyne co, to zrobili transakcję na 1$ na poczet opłat za autostrady.
Samochód oczywiście wzięliśmy na lotnisku, bo łatwo dostać się tam z miasta. Wypożyczalnie są w budynku pod który podjeżdża się bezpośrednio pomarańczową linią metra ORG.

Co zobaczyć w Miami? – nasze miejsca i wrażenia
Bayside Marketplace — trochę turystycznie, ale jednak wciąga
Na przeciwko naszego hotelu trafiliśmy na dobrze znany kompleks Bayside — miejsce, które z jednej strony jest dość turystyczne, a z drugiej… no cóż, i tak prędzej czy później skończycie tam spacer 😉
Macie tu wszystko: restauracje, sklepy, muzykę na żywo, a do tego widok na marinę i ten charakterystyczny diabelski młyn, który pokolenie Boomerów kojarzy jeszcze z klimatem serialu Miami Vice. 😏
Czy to miejsce „lokalsów”? Niekoniecznie.
Czy warto zajrzeć? Zdecydowanie tak – najlepiej wieczorem.



Szybkie łodzie i trochę adrenaliny
Z Bayside możecie też wskoczyć na jedną z tych bardzo szybkich łodzi, które robią rundki po zatoce. Trochę turystyczna atrakcja, ale jeśli lubicie wiatr we włosach i prędkość, to będzie zdecydowanie coś dla Was. 😉

Krewetki u Forresta Gumpa (tak, serio)
Polecamy Bubba Gump Shrimp Co. – i tak, to dokładnie to, o czym myślicie. Restauracja inspirowana filmem Forrest Gump, gdzie możecie zjeść „u samego Forresta” 😉 Klimat jest trochę turystyczny, trochę przerysowany, ale… krewetki naprawdę robią robotę.
O dziwo, ceny wcale nie zwalają z nóg.



Miami Beach – co zobaczyć i czy warto
Miami Beach to wizytówka miasta. I taka, której raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. To właśnie tu większość osób kieruje swoje pierwsze kroki – żeby zobaczyć tę słynną plażę z kolorowymi budkami ratowników, przejść się po Ocean Drive, zahaczyć o Collins Avenue, zajrzeć do South Pointe Park czy choćby zerknąć na willę Versace.
Ta dzielnica jest naprawdę jedyna w swoim rodzaju. Z jednej strony mamy charakterystyczną architekturę Art Deco – pastelowe budynki, neony, klimat trochę jak z filmu sprzed lat. Z drugiej – nowoczesne wieżowce, które przypominają, że jesteśmy jednak w dużym, amerykańskim mieście.
Do tego dochodzi ten specyficzny „vibe”, który ciężko opisać, ale łatwo poczuć: luz, słońce, spacerowy klimat i muzyka, która sączy się z restauracji (bardzo często w kubańskim rytmie).
To wszystko razem tworzy miejsce, które jest trochę przerysowane, trochę turystyczne… ale mimo to czujesz się tam dobrze.







Coś na ząb – czyli… gdzie by tu zjeść?
Jak się człowiek trochę pokręci po Miami Beach, pogapi na architekturę i… nie tylko 😏 to prędzej czy później pojawia się klasyczny problem: gdzie by tu coś zjeść?
Opcji jest mnóstwo – od przypadkowych knajpek po miejsca, które mają status niemal kultowych. Właśnie kilka z nich przedstawiamy poniżej 👇
Joe’s Stone Crab – tu rządzą kraby
To miejsce działa od 1913 roku i jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych restauracji w Miami. I to nie bez powodu.
Specjalnością są tu tzw. stone crab – kraby, które w dużych ilościach występują w rejonie Florida Keys i Zatoki Meksykańskiej. I teraz ciekawostka, która nas trochę zaskoczyła: 👉 je się tylko szczypce 😏
Kraby są wyławiane, obcina się im szczypce i… wypuszcza z powrotem do wody. Te z czasem odrastają, więc można powiedzieć, że cały proces jest całkiem „eco”. Trochę dziwne, ale działa 😏
Łowienie nie jest łatwe i jest sezonowe (październik-maj), więc i ceny są jak w Międzyzdrojach latem 😂
Tutaj macie menu z cenami.

Smith & Wollensky Steakhouse – steki z widokiem na ocean
Jak steakhouse to steki 🙂 Restauracja Smith & Wollensky to jedna z najbardziej rozpoznawalnych lokalizacji tej sieci i trzeba przyznać, że miejsce robi wrażenie już na starcie. Restauracja znajduje się w South Pointe Park, czyli praktycznie na końcu Miami Beach – tam, gdzie kończy się miasto, a zaczyna ocean i port. I to właśnie lokalizacja robi tu połowę roboty.
Specjalność jest oczywista: 👉 wołowina USDA Prime — czyli ta „lepsza półka”, jeśli chodzi o amerykańskie steki.
Mięso jest naprawdę dobrej jakości, odpowiednio przygotowane i… no cóż, czuć, że to nie jest przypadkowe miejsce.
Jest tu jakby luksusowo, więc i ceny w menu są adekwatne 😉

Jeszcze kilka miejsc, jeśli nie chcecie żyć tylko stekiem i krabem
Można jeszcze wspomnieć o Motek South Beach, czyli restauracji inspirowanej Bliskim Wschodem. Bardziej strawne jedzenie niż typowo amerykańskie 😉 La Ventana Miami Beach to z kolei miejsce z kuchnią kolumbijską. Fajne urozmaicenie i trochę inny klimat niż typowe miejsca na Ocean Drive. 11th Street Diner cenione jest natomiast za dobre jedzenie i typowo amerykański, oldskulowy styl.
Naszą uwagę przyciągnęła jednak typowo kubańska restauracja. Gorące rytmy dobiegające z głośników, lokalizacja przy Ocean Drive i zapachy, skutecznie nas zwabiły 😋 Alma Cubana, bo o niej mowa, daje naprawdę dobrze zjeść. Flagowe danie kubańskie, Ropa Vieja, było dobre. Czy zgodne z oryginałem? Nie wiemy, bo jeszcze nie byliśmy na Kubie.
Na pozytyw na pewno zasługuje też super miła i szybka obsługa.
Link do menu.



Little Havana – kubańska dzielnica Miami
Little Havana to dzielnica kubańska, pełna kolorów, muzyki i zapachów, które unoszą się w powietrzu praktycznie na każdym kroku. Tu wszystko jest bardziej „żywe”: ludzie, ulice, rozmowy, nawet kawa smakuje jak… kubańska. 😉 Po Miami Beach to zupełnie inny świat. Zmiana klimatu jest tak wyraźna, że przez chwilę człowiek zastanawia się, czy na pewno nadal jest w tym samym mieście.
Najwięcej dzieje się na Calle Ocho, czyli głównej ulicy dzielnicy (SW 8th Street na mapie). To miejsce nie jest „pod turystę” w takim sensie jak Miami Beach – ono po prostu żyje swoim rytmem. Murale, muzyka na żywo, najbardziej barwny na świecie Mc Donald’s, małe sklepy i kawiarnie z okienkiem („ventanita”), gdzie zamawia się kawę na szybko.
To klimat tej dzielnicy.
Jednym z najbardziej charakterystycznych punktów jest Domino Park – mały park, w którym starsi panowie grają w domino z takim zacięciem, jakby zależały od tego losy wszechświata. 😉 Ale trochę tak jest… to jest ich mały wszechświat, w którym większość z nich spędziła całe życie. To jedno z tych miejsc, w którym warto po prostu stanąć z boku i popatrzeć.
PRO TIP
Nie planujcie tu „zwiedzania punkt po punkcie”. Little Havana najlepiej działa bez planu – spacer, kawa, trochę błądzenia i obserwowania życia wokół.






Wynwood – murale i street art w Miami
Wynwood to miejsce, które kiedyś było zwykłą przemysłową dzielnicą, a dziś jest jedną z najbardziej „instagramowych” części Miami. I tym razem to określenie naprawdę nie jest przesadzone.
Na pierwszy rzut oka: murale, graffiti, kolorowe ściany. Na drugi: murale, graffiti… i jeszcze więcej murali 😉 Ale to nie jest chaos, jaki można spotkać w przypadkowych miejscach. Tu wszystko jest przemyślane i w pewien sposób poukładane.
Najbardziej znanym miejscem są Wynwood Walls, przestrzeń, która przypomina galerię street artu na świeżym powietrzu. Ale szczerze? Najlepsze rzeczy często znajdują się poza główną atrakcją.
Wystarczy odejść kilka ulic dalej i nagle będzie mniej ludzi, klimat zrobi się bardziej autentyczny oraz traficie na małe kawiarnie i rzemieślnicze browary.



Ale Wynwood to nie tylko sztuka na ścianach. To również knajpki, które bardziej przypominają miejsca „dla swoich” niż turystyczne atrakcje. Jest też genialna piekarnia Zak the Baker, w której zjedliśmy najlepsze kanapki na świecie 😋 Co ciekawe, pieczywo z tego miejsca znajdziecie w dobrych sklepach w całym Miami.



Czy warto odwiedzić Wynwood? Jeśli lubicie takie klimaty… zdecydowanie tak. Jeśli nie – i tak warto zajrzeć choćby na godzinę, żeby zobaczyć coś zupełnie innego niż plaże i palmy.
PRO TIP
Najlepiej przyjść tu rano albo późnym popołudniem. W czasie „złotych godzin” murale nabierają przestrzeni, a przy ostrym słońcu… tracą trochę swój klimat.
Praktyczne Info:
– czas zwiedzania: 1–3 godziny spaceru
– dojazd: Uber (najwygodniej) lub autobus
– największe skupisko murali: okolice Wynwood Walls
– warto zejść z głównej trasy i trochę pobłądzić
Miami Design District – luksusowa dzielnica i architektura
Po kolorowym i trochę surowym Wynwood wjechaliśmy w zupełnie inny świat. I umówmy się… nie wpadliśmy tu na zakupy 😂 Miami Design District to dzielnica, która kręci się wokół designu, mody i architektury. Pasek kosztuje tyle co Ford Mustang, a torebka ma wartość PKB małego kraju 😏
Znajdziecie tu butiki marek Gucci, Prada, Dior, galerie sztuki, designerskie przestrzenie i instalacje oraz budynki, które same w sobie są atrakcją. To takie miejsce, gdzie większość z nas nic nie kupi, ale warto się przejść i pogapić. 😉
Każdy budynek wygląda inaczej. Czuliśmy się jak na wielkim polu bitwy architektów. Rywalizacja skupiła się na wyzwaniu: kto zaprojektuje bardziej odjechaną budowlę? 😏 Trzeba przyznać, że niektóre są imponujące, ale nie dorównują mistrzostwu Antoniego Gaudíego 😉
Swoją drogą zachęcamy do poznania jego twórczości we wpisie Barcelona w 5 dni.

To nie jest dzielnica, w której coś się „dzieje” jak w Little Havana. To nie jest miejsce które się zwiedza. Tu się ogląda. Tu wszystko jest „czyste” wizualnie – wszystko jest zaplanowane, dopracowane i… trochę sterylne.
I znowu… czy warto? Tak – choćby po to, żeby zobaczyć kolejną twarz miasta.
PRO TIP
Najlepiej wpaść tu między Wynwood a Downtown – dzielnice są blisko siebie, więc łatwo je połączyć w jeden spacer (albo szybki przejazd Uberem).



Podsumowanie – Miami czy warto?
Jeśli zastanawiacie się, czy warto tu lecieć i co zobaczyć w Miami w trakcie kilkudniowego pobytu, to nasza odpowiedź jest prosta: tak, ale warto to dobrze zaplanować. Bez planu można skończyć na samej plaży i jednym spacerze po Miami Beach, a to byłoby trochę szkoda.
Czy wrócilibyśmy? Tak, ale raczej jako część większego planu (np. znowu przy okazji rejsu albo dalszej podróży po Florydzie). Miami samo w sobie jest ciekawe, ale naszym zdaniem najlepiej działa jako element większej układanki.
Jeśli więc planujecie wyjazd i zastanawiacie się co zobaczyć w Miami, to mamy nadzieję, że ten wpis pomoże Wam poukładać plan i uniknąć kilku naszych błędów 😉
FAQ – najczęstsze pytania o Miami
Czy warto lecieć do Miami tylko na kilka dni przed rejsem?
Tak… i to zdecydowanie. Miami to nie jest miejsce, które „zalicza się” w pół dnia między lotniskiem a portem. Nawet 2–3 dni robią ogromną różnicę i pozwalają zobaczyć coś więcej niż tylko terminal.
Ile dni potrzeba na zwiedzanie Miami?
Naszym zdaniem optymalnie 5–7 dni. W tym czasie spokojnie ogarniecie Miami Beach, Little Havana, Wynwood, Design District plus trochę luzu na jedzenie, spacery i „nicnierobienie” 🙂
Da się pewnie krócej, ale to już będzie bardziej sprint niż zwiedzanie.
Gdzie najlepiej nocować w Miami?
To zależy od planu podróży. Miami Beach – klimat, plaża, życie nocne. Downtown – lepsza logistyka, szczególnie pod lotnisko i port. My wybraliśmy Downtown i przy takim planie (rejs + zwiedzanie) to była bardzo dobra decyzja.
Czy Miami Beach jest dobrze skomunikowane z resztą miasta?
Nie do końca. Dojazd opiera się głównie na autobusach i Uberze lub Taxi. A że trzeba przejechać przez mosty, to w godzinach szczytu trzeba liczyć się z korkami.
Jak najlepiej poruszać się po Miami?
Najwygodniej – Uber lub Taxi. Najtaniej, ale wolniej – autobusy. Metro głównie na trasie lotnisko – centrum. Metromover jest darmowy, ale działa tylko w Downtown.
Czy w Miami potrzebny jest samochód?
Zdecydowanie nie. Jeśli natomiast zamierzacie jechać do NASA, Everglades czy Florida Keys, to zdecydowanie tak. Najwygodniej wypożyczyć samochód na lotnisku przez Discovercars.com
Czy Miami jest drogie?
Tak. I to raczej bez większych wyjątków. Noclegi drogie, jedzenie drogie, oddychanie drogie 😂 Ale da się to trochę zoptymalizować wcześniejszą rezerwacją i dobrym wyborem lokalizacji.
Kiedy najlepiej lecieć do Miami?
Najlepszy okres to zima i wczesna wiosna (grudzień–kwiecień). Panują wtedy przyjemne temperatury i jest mniej wilgotno niż latem. Ale to też wysoki sezon, więc ceny są wyższe.
Czy Miami to dobre miejsce na zakupy?
Tak, szczególnie jeśli traficie do outletów (np. Dolphin Mall). Ceny wielu marek potrafią być dużo niższe niż w Europie, a wybór jest naprawdę duży.
Czy w Miami można poruszać się tylko komunikacją miejską?
Teoretycznie tak. Praktycznie… bywa to niewygodne i czasochłonne. Dlatego większość osób i tak kończy na Uberze przynajmniej przy części przejazdów.
Zobacz również
Czy Egipt jest bezpieczny?
Barcelona w 5 dni





